ujście na walecznych

otworzyłem drzwi mokre od świata
Miron Białoszewski

A: Przepraszam pana najmocniej, ale tu gdzieś podobno, znaczy się na Walecznych, można wodę oligoceńską pobierać, a ja, głupi taki, no, kręcę się, szukam i nic, a pan zobaczy, kanistry mam, i co? Pan mi powie z łaski swojej, gdzie ta woda się czai.

B: Panie, panie, niech pan tego lepiej nie pije, bakteria na bakterii. I jaki to tam oligocen, sama trucizna. Suchego mało, suche zawsze bezpieczniejsze, w ustach rośnie jakoś inaczej.

C: Da pan lepiej chłopakowi spokój! Chce, niech, pije. Tylko chłopcze pamiętaj, że wodę trzeba przegotować. Dwa razy, raz po razie, raz … dwa … Wtedy nic się nie wytrąci ze smaku, a co? Może ten chlor lepiej z kranu pompować? Herbata smakuje jak siuśki z basenu, panie, ja to jeszcze przedwojenny jestem, a jeszcze lepiej, a jeszcze smaczniej, jam z – Wilna! Jak patrzę na to całe barbarzyństwo to aż mi się mózg lasuje: cukier miałki? To kiedyś najwyżej gosposia do ciasta dawała, a teraz do Ministerstwa przychodzę, a tam ani kosteczki cukru kryształowego.

A: Dziękuję panom, za te kostki i chlor, za dyskurs cały, ale to na Walecznych gdzieś ta woda? Jak w metrze jechałem, to mi się taka informacja wyświetliła ponad ludźmi ze wstydu czytającymi i … szukam teraz realności. A pan starszy, fan wody oligoceńskiej, to może wskaże drogę?

C: Starszy, zaraz starszy … Duch przedwojenny się nie starzeje, na tym filmie o Dżeksonie byłem, pan myślisz, że jak stary, to zacofany. Jezusie, jak on śpiewał, jak Pinokio, co pragnie serca … Zagrał mi na najpiękniejszej części niepokoju, w kuchni śpiewam do dziś te murzyńskie songi…

B: Przestań pan chłopakowi oczy mydlić, powiedzże lepiej, gdzie ten oligocen, sam smaka mam na coś z wody gotowanej. Zmysł łyku jest silniejszy niż pierwsza kwestia.

A: Panowie, ja już sam dojdę. Albo kogoś dopytam… A pan starszy niech się nie unosi, pan najdzisiejszy, tylko we zmarszczkach, ja widzę, widzę, widzę pana tak.

C: A kogóż to kawaler chce pytać skoro z nami konwersuje? Czegoś się przynajmniej nauczy kawalerka, a nie wróci z wodą i od razu przed komputer zasiądzie, te rzeczy robić! Przed lap-to-pa, stary, ale zna takie słowo! Dziwne, dziwne, hehe.

D: Ach, przepraszam, że tak nagabuję dżentelmenów zatopionych w ulicznej rozmowie, ale zauważyłam, że kolega kanistrem wali się w goleń. Może byście mi, mili moi, wskazali drogę do ujścia? Czytałam w internecie, że w końcu i u nas cudowne źródełko otworzone

C: Panienka nie widzi, że rozmawiamy? Myśli, że lubimy być zaczepianymi? Niech panienka swoje grzechy schowa dla siebie

B: I co jeszcze może? Niedługo nie będzie można spokojnie przejść ulicą, aby taka jak ty nie wpiła się jak wampirzyca, co się patrzysz, strzygo jedna? Prawda w oczy kole. Sfruwaj, nie zwlekaj!

A: A ja to właściwie nie po wodę z tymi kanistrami … po benzynę idę, to koleżance chyba w niczym nie pomogę. I postoję sobie, pogadam, bo to w życiu egzotyczne, tak się w sercu miasta otworzyć jak parasol. Niech kapią chwilki, niech kapią słowa, kap, kap, kap…

I byli szczęśliwi, już bez świadka, już na zawsze.

[adam kowalczuk]

 
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Urzędu Dzielnicy Praga Południe
Koncentrat.org.pl kępa cafe Zakochaj sie w Warszawie Herb m.st. Warszawa

Główna | Zdarzyło się... na Saskiej Kępie | koncentrat | kontakt