O!le

Moje życie w Dzienniku Daily News Zawsze w Polsce Ręka na Pulsie Pulsu Wydarzeń A I o świecie Pamiętamy było nudne jak flaki z olejem. Zaczynałem dopiero ósmy rok bezpłatnego stażu na stanowisku „popychadło z przyszłością”, więc odbierając telefon w redakcji nie mogłem zapomnieć ani jednego członu przydługiego tytułu. Po dziesiątym dyżurze redakcyjnym w ciągu tygodnia nie mogłem już wytrzymać nerwowo i po podniesieniu słuchawki krzyczałem tylko: – Pierdol się! Ponieważ byłem osobą niezbędną w redakcji, bo jako jedyny potrafiłem robić podwójne latte jak au lait z odtłuszczonym kokosem i nutą likieru marchewkowego dla Moni M. redaktorki kultury, przeniesiono mnie do archiwum. Miałem dość łatwe zadanie: uaktualniałem elektroniczną bazę naszego szacownego pisma. Niestety, dziennikarz jest człowiekiem omylnym, czasem źle oceni. Moje zadanie polegało na tym, co Monia M. nazwała „maseczką semantyczną”, czyli pisaniu na nowo pewnych artykułów, które ona sama w swoim życiu popełniła. Moja miła koleżanka wprowadziła mnie w arkana pracy podczas lunchu, który składał się z kawy latte jak au lait z odtłuszczonym kokosem i nutą likieru marchewkowego. Zakup wiktuału nie należał do rzeczy łatwych. Cenny napitek nabywałem w ekskluzywnych delikatesach na Lipskiej. W tym elitarnym sklepie odkładano likier pod ladę, aby mogły się nim raczyć mieszkające w okolicy celebryty Katarzyna F., Stanisław S. czy Joanna S. Miałem tajne porozumienie z panią sklepową, która co poniedziałek zostawiała dla mnie butelczynę niezwykłego płynu.

– Wiesz, Rafał, ile mam w głowie – zaczęła Monia M. – Czasem coś nie zatrybi, czasem coś redaktor wydania spierdoli. I potem co? Siedzę w tej komisji nagrody imienia Adidasa, albo w Kolegium Stypendialnym Błogosławionej Faustyny i mi wytkną … że się nie poznałam na czymś, że źle napisałam 10 lat temu, a niby skąd miałam to wiedzieć? A oni skąd to wiedzą – Monia zawiesiła wzrok i głos. – Z archiwum internetowego! Wiesz, jak cię cenię, jak cię lubię, za to, że się tak pięknie różnimy, ja w Konstancinie, ty na Grenadierów, nie lubię pochlebców, więc ufam, że zrozumiesz ideologię semantycznych maseczek.

Zrozumiałem. Kawalerka na Nowolipiu podrożała, odkąd w okolicy zaczęli się pojawiać zagraniczni turyści z Izraela i Palestyny. W Bollywood zrobiono musicalową wersję Dziewcząt z Nowolipek – Miłość w cieniu lipy, która wyjaśniła młodemu pokoleniu zawiłości polskiej historii i przypadła do gustu również potomkom Mossakowskich. Żyłem w turystycznym młynku, płaciłem 1 600 złotych, za które mnie mełł.

Rano czekała już na mnie teczka z wycinkami starych wydań, na którą naklejono żółty post it: – Miłej pracy, rodacy! Buziaczki, Monia. I rysunek buziaczka z boku. Zacząłem przeglądać kartki i skupiałem się na zaznaczonych markerem fragmentach artykułów.

Kawa z masłem

… debiutantka powinna najpierw udać się do psychologa szkolnego, który wybiłby jej z głowy pisanie o dresiarzach. Język pierwszej powieści pani Masłowskiej oceniam poniżej wszelkiej dopuszczalności. Gdybym chciała czytać takie rzeczy, to zamknęłabym się w męskim klozecie na Warszawiance i kontemplowała napisy na ścianach. Pewnie i tak byłyby lepsze!

Dotknięta przez Krzysztofa

„Persona non grata” udowadnia po raz kolejny, że Zbigniew Zapasiewicz powinien umrzeć w ciągu czterech lat albo przestać pojawiać się przed kamerą. Manierę ulubionego aktora Zanussiego mogę podsumować jednym słowem: potwór!

Na skraju haftowej doniczki

„Miłość w cieniu lipy” to wybitny przykład jak polska literatura najwyższych lotów może zostać z sukcesem zaadaptowana przez najbardziej wytrawną kinematografię. Ostatnia scena, w której okazuje się, że Amelienka Sun-Sun nie otruła się zatrutym curry, wycisnęła mi łzy z oczu.

Althamer czy Altzhaimer

– Dobry artysta życiem się nie nudzi – tak mawiał mój mąż. Czym znudził się w takim razie pan Paweł Althamer? Stypendiami, życiem na garnuszku państwa? Wszystkich wielbicieli tzw. sztuki współczesnej zapraszam do obejrzenia filmu o ludzikach z piasku, które nie dość, że się nie ruszają, to jeszcze praktycznie nie mają rysów twarzy. Warto zadać pytanie: Althamer czy Altzhaimer?

Ostatni wycinek był opatrzony kolejną kartką samoprzylepną o treści: – To pewnie znasz. Korektorka zarzekała się, że zrobiła literówkę przez przypadek. Serdeczności, MM

Pani Jelinek chyba nie rozumie sensu muzyki, jej terapeutycznej mocy. Niesmaczna powiastka z początku lat osiemdziesiątych, tak słusznie nie wydana w Polsce, przemieniona została w równie pokrętny i niesmaczny film. Niejaka Isabelle Huppert wylała jajko z kurwą, pokazując kobietę jeszcze mogącą mieć dziecko, jako niezdolną do pokochania mężczyzny.

Jak w malignie sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Moni M. Odebrała niemal od razu.

– I co, tam? Co tam? – zapytała wesoła, jakby jej życie zależało od stopnia szczebiotliwości.

– Pierdol się – powiedziałem spokojnie. – Pierdol się – dodałem niespokojnie.

– A sam się pierdol – powiedziała Monia M. bez cienia skruchy i rzuciła słuchawką w korektorkę, która właśnie przyniosła jej au lait zagęszczone jednodniowym sokiem z karotki.

[julita nowak]

 
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Urzędu Dzielnicy Praga Południe
Koncentrat.org.pl kępa cafe Zakochaj sie w Warszawie Herb m.st. Warszawa

Główna | Zdarzyło się... na Saskiej Kępie | koncentrat | kontakt