Cały świat zalała czerwień

I to było ostatnie, co pamiętał. Teraz leżał ma chodniku, niczym znokautowany bokser. Wagi muszej, nie oszukujmy się. Od czego to się zaczęło? Ano, chyba od tego, że Agnieszka siedzi nie pod tą kawiarnią, co trzeba. Przecież wszyscy wiedzą, że chodziła do Saxa i już. I tam powinni jej ten pomniczek postawić. Swoją drogą, pożal się Boże, nawet nie jest tam do siebie podobna. Ale nic, wiadomo, że miała to być ona i nagle się powstydzili Saxa. Że niewystarczająco dobry dla Agnieszki, ale przepraszam bardzo, ona zachowywała się, jakby był wystarczający i dowody tego też były. No, ale przecież i Saxa już nie ma. Teraz to się nazywa jakoś inaczej. Aha, właśnie, bo tak bezpośrednio od tego Saxa się zaczęło. Bo usiłował sobie przypomnieć jak się nazywa, pamiętał, że coś afrykańskiego, na b. B, B, no i strzelił, że bambus, ale miał pecha, bo chodziło przecież o baobab, w sumie różnica niewielka, to i to roślina, i coś z Afryką, ale ludzie zawsze wszystko skomplikują. I wyszło, że on to rasista jakiś. Akurat! Chyba niepotrzebnie się dał sprowokować, ale żeby jego od rasistów, on nigdy nie miał nic przeciwko, nawet miał sąsiada Żyda i lubił go, czasem chodził do niego parę groszy pożyczyć, a on wcale nie był skąpy czy chciwy, pożyczał normalnie, bez procentów. Próbował to wszystko wytłumaczyć, ale z tych nerw porządnego zdania nie dało się sklecić i już, usłyszeli słowo Żyd i jeszcze bardziej się wściekli. Rany Julek… No i tak. Później chcieli kogoś z przychodni wołać, ale w końcu zrezygnowali, bo przecież zamknięta o tej porze. On już marzył tylko o tym, żeby wszyscy się rozeszli i zostawili go w spokoju, więc wyjęczał: jestem pełnosprawny, po czym rozległy się śmiechy i w końcu poszli sobie. I zapadła cisza. Było przyjemnie, tylko bał się sprawdzać, czy się może ruszać, więc leżał sobie bez ruchu, choć wiedział, że nic mu raczej nie jest, aż tak mocno nie dostał, no i mimo wagi muszej mięśnie miał silne, w końcu dorastał w czasach, gdy w przedszkolu dawali mnóstwo szpinaku. Niesmaczne to było, niedoprawione, ale teraz mięśnie ma jak z żelaza. Zadowolony ze swojego żartu, uśmiechnął się, myśląc, że oczywiście trzeba będzie tłumaczyć kolegom, że w szpinaku jest żelazo i że te mięśnie z żelaza, bo nie poznają się na tym sami, i zaraz syknął. No, chyba jednak coś go boli. Trzeba będzie zaraz wstać. Noc jest, co prawda, to prawda, ale zrobiło się tak jakoś przyjemnie, błogo, coś ładnie pachnie, chyba maciejka, i te dziecięce wspomnienia nagle powróciły. Nie chce się wstawać. To może chociaż sprawdzić jaki kolor ma świat.
Otworzył oczy, ale chyba z powodu ciemności nic nie było widać.

[zosia mockałło]

 
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Urzędu Dzielnicy Praga Południe
Koncentrat.org.pl kępa cafe Zakochaj sie w Warszawie Herb m.st. Warszawa

Główna | Zdarzyło się... na Saskiej Kępie | koncentrat | kontakt