Istota miłości

Piękna była w istocie – oczy jej rozrosły się jeszcze po ślubie, a także usta. Kryspin nie mógł uwierzyć, że Bożenna (która w czasach narzeczeńskich była tylko „Bożeną” przez jedno „n”) puchnie w oczach. Kryspin przychyliłby jej nieba, ale zdążył jedynie wprowadzić do rodzinnej willi na Zakopiańskiej. Bożenna miała słabość do kwitnących kasztanowców, których w pobliżu ich domu nie brakowało.

– Kochanie, karaluszku – szeptał zatroskany Kryspin wieczorem. – Powiedz, powiedz, czemu, tak puchniesz?

Bożenna skromnie spuszczała rzęsy i łkała w poduszkowe odmęty współmałżeńskiej pościeli. Pewnego dnia zdobyła się na odwagę i wyznała prawdę: – Jestem uczulona na dobrych mężczyzn – zawstydzona rzuciła się na otomanę.

Kryspin nie krył zdziwienia.

Odstawił filiżankę gorącego kakao („kakkao” – jak mawiała Bożenna) i krzyknął: – Dopiero teraz mi to mówisz?! Nie mogłaś uprzedzić?

– Bo dotąd nie spotkałam ani jednego dobrego mężczyzny… tzn. oni byli dobrzy dla swoich żon, a jak mieli wyrzuty sumienia z powodu szybszych lub wolniejszych numerków na boczku, dawali im sznur pereł – Bożenna czuła, że to wyznanie oczyszcza ją, choć ulga majaczyła dopiero na horyzoncie.

Kryspin, jako dobry mężczyzna, stanął na wysokości zadania. – Czy jest jakaś szczepionka na Twoją przypadłość, najmilsza? – pytał, a łzy napływały mu do oczu.

– Nie zrobisz tego … nie zdołasz … jesteś dobrym mężczyzną – Bożenna wiła się w spazmach i nylonowych pończochach.

– Mów – Kryspin chwycił Kryspinową za ramionna.

– Musisz – Bożenna odwróciła głowę jakby zawstydzona zawartością mózgu. – Masz …wyjść na ulicę i zdradzić mnie z pierwszą napotkaną kobietą, która będzie miała kakaową wstążkę przy rondzie kapelusza.

– Tylko tyle?! – Kryspin poczuł rozluźnienie przychodzące po napięciu.

– Nie! To dopiero początek – Bożenna kwiliła tarzając się w resztkach dywanu. – Potem masz iść do kościoła i odmówić różaniec.

Kryspin był z natury niewierzący i różańcowi odmawiał. Nie chciał jednak zawieść żony i postanowił pomodlić się przy pomocy sznura pereł. Otworzył szafę pełną wisiorkowatych cacuszek i wybrał to, które wydało mu się najbardziej cierpiętnicze.

– Żegnaj, luby – Bożenna zarzuciła Kryspinowi pętle ramion na barki i zamknęła drzwi. Żona pomachała mężowi dłonią, kiedy za oknem kupował kapustę na kapuśniak i … podskoczyła z radości.

– Uff, przestanę w końcu puchnąć! Wiktoria! Nirwana! – zaczęła lawirować między storami powietrza, a razem z nią tańczyły otomana, glissanda nylonowych pończoszek, kapelusze bez rond i głąby, głąby kapuściane.

Kryspin wyszedł na ulicę i stracił rezon. Należał do mężczyzn, którzy tak mocno boją się skutków zdrady, że zaczynają wierzyć w naturalność monogamii. Tak wyjść na ulicę i … zdradzić? Zaczepić jakąś kobietę? To nie Kryspinowe!
Na horyzoncie pojawiła się smagła kobieta z kakaową wstążką przy rondzie kapelusza. Wyglądała na zagubioną i rozglądała się. Kryspin zawstydził się od razu, nawet zaczerwienił po koniuszki włosów aż woda kolońska zaczęła wyparowywać z jego skóry, jednak bał się podejść. Nieznajoma przypłynęła sama.

– Drogi panie – zagadnęła przyjaźnie. – Gdzie tu jest Plac Przymierza? Mąż zaparkował samochód z dziećmi, a ja poszłam chwilę odetchnąć świeżym powietrzem i odpocząć od rodziny, a zakałapućkałam się w tych ulicach.

Kryspin nie chciał na nią spojrzeć. Nie chciał wiedzieć czy jest ładna (a była!), czy brzydka, młoda (na oko około 33 lat), czy zgrabna (klasyczna klepsydra).

– Mam do pani nietypową prośbę – zaczął się jąkać.

– Jestem Tacjana – nieznajoma podała rękę w rękawiczce, do pocałowania. – Jaka tam pani…

– Tacjano droga, nie obraź się, ale czy mógłbym cię przelecieć w krzakach? – Kryspin poczuł jakby kamień spadł mu z serca i potoczył się w wprost w zioła pełzające, karłowate krzewy iglaste i jagody.

– Mój drogi przyjacielu – Tacjana z dezaprobatą pogroziła mu palcem. – Dżentelman odróżnia się od eunucha zdolnością do łamania zasad, ale zdradź mi proszę, w jakimże to celu?

– Błagam! – Kryspin upadł na kolana. – Nie pytaj, muszę zdradzić żonę i kropka!

– Nim kropkę postawisz – Tacjana pomogła mu wstać, klęczenie nie było zbyt przyjemne, szczególnie na rozgniecionych jagodach. – To opowiedz swoimi słowami jak sobie wyobrażasz zdradę?

– Normalnie – odparł Kryspin zaskoczony koniecznością zdefiniowania rzeczy oczywistej.
– Pójdziemy w krzaki, rozgarnę twoje spódnice, ściągnę majtki (na pewno masz słodkie, koronkowe majteczki), rozepnę rozporek i położę się na tobie. Kilka minut później będzie po krzyku. Dlaczego karzesz mi mówić te świństwa?

– I to ma być zdrada. Ha! Ha!! Haa!!! – Tacjana aż zatoczyła się z rozbawienia. – Jesteś, mój nowy przyjacielu, absolutnie słodkim głuptaskiem i amatorem. Powiem ci, co zrobimy … Wrócisz do domu, powiesz żonie, że ją zdradziłeś, zrobisz jej kawę i wrzucisz… – Tacjana płynnym ruchem wyciągnęła z torebki białe, pozbawione wszelkich nalepek okrągłe pudełeczko pełne czarnych pigułek. – To! Taki mały proszeczek, którym raczę męża lub dzieci, kiedy mi działają na nerwy. W ciągu godziny twoja luba zaśnie snem kamiennym. Będę czekała już pod domem, przyjadę ciężarówką przeprowadzkową. Spakujemy wszystkie meble twojej pani, wszystkie jej kiecuszki i topiki, wywieziemy je na wysypisko śmieci. Usypiemy wieeeeelgachną kupę, a na samą górą trafi ona, twoja wisienka na torcie!

Kryspin był oszołomiony.

– Ale ja nie umiem żyć sam – wybuchnął płaczem. – Przecież masz mnie – Tacjana wzięła smutnego pana pod ramię i oboje poczłapali w stronę odwrotną do Placu Przymierza.

[robert pruszczyński]

 
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Urzędu Dzielnicy Praga Południe
Koncentrat.org.pl kępa cafe Zakochaj sie w Warszawie Herb m.st. Warszawa

Główna | Zdarzyło się... na Saskiej Kępie | koncentrat | kontakt