1000 najważniejszych rzeczy

Tomek cieszył się na spotkania z Polą.

Kilka minut przed randez vous rozmawiał jeszcze z mamą przez telefon: – Mówię ci mamuś, super ta Pola. Easy going, chill out. Kino, kawiarnia i spacer. I bierze pigułki, nie oszukuje jak ta ostatnia, ta wiolonczelistka z apetytem na bachora.

– Oj, synuś – westchnęła Teresa. – Taką ci ją wymodliłam.

Tego wieczora Pola była nie w sosie, była nie swoja. Wyglądała na spiętą, chociaż nie płacili za bilet w kinie, mieli zaproszenie na film o ich ukochanym od pewnego czasu Michaelu Jacksonie. Para usiadła w wygodnych fotelach, wtulając się w wszechogarniającą euforię o smaku kandyzowanego popcornu, a Pola nadal była ni to pobudzona, ni to osłabiona.

– Znów te reklamy – powiedział Tomek. – Szkoda, że nie mamy pilota, którym bym mógł przewinąć te pieprzone spoty. Wyobrażasz sobie takiego pilota? – Tomek zaśmiał się tak głośno, że aż beknął. Cała sala spojrzała na niego raczej z zaciekawieniem niż z dezaprobatą. – Byłby pewnie duży, nie wiesz, ile razy większy jest ekran kinowy od telewizyjnego, wtedy byśmy policzyli, ile razy większy będzie pi…

– Zamknij się i oglądaj! – Pola nie wytrzymała i niemal rzuciła się partnerowi do gardła.

Nagle na ekranie pojawiła się wielka twarz Poli, miała zamknięte oczy, choć łatwo zgadnąć, że były one szkliste lub maślane.

Dziewczyna złożyła ręce na wysokości nosa i drżących głosem zapytała: – Tomku, ożenisz się ze mną? Jesteś tym jedynym, tym dla mnie. Mam pewność od naszego pierwszego spotkania. Pamiętam jak podeszłam do ciebie na imprezie u Jolki, pamiętam jak udawałeś, że mnie nie widzisz, jak łowiłam twoje niedbałe spojrzenia. Odnalazłam ciebie w sobie, nie pozwolę ci odejść.

Tomek przeraził się nienaturalnie wielką głową Poli. Zmysły młodzieńca odmówiły mu posłuszeństwa. Czy każdy mężczyzna, choć raz w życiu, widzi twarz swojej kobiety powiększoną kilkaset razy? Czy każdy heteroseksualny mężczyzna przygląda się jej ogromnym jak sztachety zębom obnażonym w uśmiechu, ile razy, miły przyjacielu, mógłbyś wejść pomiędzy rzęsy lubej niczym w jakiś tatarak – czy co gorsza – głogi. Tomek zobaczył każdy por młodej, acz pobrużdżonej facjaty Poli, powiększony do wielkości kanionu Kolorado. Nie słyszał jej ciepłych słów przekazywanych przez Dolby Surround, wydawało mu się, że Pola chce go pożreć albo … albo … zahipnotyzować tymi ogromniastymi ślepiami i … zrobić coś jeszcze gorszego. Najstraszniejsza była jednak ta łza, ogromna, obrzydliwa, wyglądająca jak rozpuszczone oko. Tomkowi zawsze wydało się, że łza ma elegancki regularny kształt, że nie atakuje tak bezpośrednio zmysłów. – Jezu – pomyślał Tomek resztkami zdrowego rozsądku. – Ile razy ocierałem jej to świństwo z twarzy!

Chłopak wybiegł z sali, niestety pech chciał, że trafił w sam środek pokazu prasowego Miłości ogrodnika z Bradem Pittem. W amoku cały zaplątał się w plastikowo-zamszowe rododendrony i fikusy. Pola wybiegła za niedoszłym narzeczonym, ale upadła twarzą w wykonany z pianki polietylenowej poduchowaty żagwin. Szkła kontaktowe odlepiły się i odeszły w zapomnienie. Dziewczyna zaniosła się od płaczu, jednak nikt nie pomógł jej się podnieść, chociaż szatniarka podniosła modre oczy znad herbacianego naparu.

Tomek wytrzeźwiał emocjonalnie, ale nie wzruszył go widok łkającej Poli. Zrobił tylko zdjęcie komórką, uwiecznił Polę z rozmazanym makijażem, ze szminką na czole i smugą tuszu na ustach, z zadartą sukienką pokazującą wyszczuplające majtki, szukającą butów, które dowcipni pracownicy kina zdążyli utopić w klozecie. Tomek wysłał SMS do mamy. Tego samego wieczora para Teresa i jej synek, jak para najlepszych przyjaciół, jadła rosół z przypominającej nocnik wazy i rozmawiała o tysiącu najważniejszych rzeczy.

– Mamo, chodźmy na pasterkę – zaproponował spontanicznie Tomek. – Tam do kościoła Miłosierdzia Bożego na Ateńską, tam gdzie lubisz.

– Tomuś – powiedziała Teresa. – Przecież jest sierpień, gdzie pasterka?

– Mamuś – Tomek poprawił ciepły szal niesfornie opadający z matczynych ramion. – Możemy udawać, że jest zima &hellip i przestaniemy dopiero jak zobaczymy zamkniętą portę.

– Wychowałam syna-wariata – Teresa nie mogła się powstrzymać od śmiechu, pogłaskała Tomka po krótkich, kręconych kędziorach. – Dobrze, Tomuś, zbieramy się. Tylko wyciągnę futro z szafy, łatwiej nam będzie uwierzyć w trzaskający mróz za oknem. Już ja ciebie znam, mój ty chocholi słomiany zapale. Ledwie przejdziesz Bułgarską a już wyobraźnia ci puści i stracimy klimat. A tu jeszcze Lotaryńska nas woła, Alzacką czas przeciąć. Je ne m'en tire pas sans ma pelisie.

Tymczasem Pola podniosła się w końcu o własnych siłach, otrzepała jak należy.

Jej życie diametralnie zmieniło się i patrzyła na mężczyzn zupełnie inaczej.

Każdy pocałunek miał mieć smak pianki polietylowej.

[daniel radecki]

 
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Urzędu Dzielnicy Praga Południe
Koncentrat.org.pl kępa cafe Zakochaj sie w Warszawie Herb m.st. Warszawa

Główna | Zdarzyło się... na Saskiej Kępie | koncentrat | kontakt